Beer Geek Madness 4 Milestone – relacja

To był szalony weekend dla fanów kraftowego piwa we Wrocławiu. Beer Geek Madness zmieniło nieco program i czwarta edycja rozpoczęła się już w środę 30 marca, aby zakończyć się w niedzielę 3 kwietnia. Trzeba przyznać, że cały program był dedykowany dla mocnych głów 🙂 Działo się, oj działo, emocje opadły, więc przyjrzyjmy się wydarzeniu trzeźwym okiem.

Plan był taki: finał odbywał się w sobotę, ale świętować można było już od środy. Po raz pierwszy w BGM uczestniczyły również wrocławskie multitapy – cały Wrocław żył piwnym szaleństwem! Pogoda sprzyjała, ludzie zrzucili kurtki i w centrum widać było pełno festiwalowych koszulek. Jest nas coraz więcej! Uczestnicy poprzednich edycji tworzą społeczność, którą widać i słychać z daleka 😉

Before party

Przez 4 dni, aż do finału w sobotę, można było korzystać z piwnego szaleństwa w 7 różnych multitapach:

4Hops
Kontynuacja
Zakład Usług Piwnych
Szynkarnia – local food & multitap
Marynka Piwo i Aperitivo
Stary Klasztor
Targowa – Craft Beer and Food

Na miejscu czekały piwa z browarów uczestniczących w BGM4, oczywiście oprócz premierowych – ten smaczek był zachowany na finał. Oprócz tego krano-przejęcia, koncerty, PiwoWarZone, spotkania z Tomaszem Kopyrą i organizatorami, degustacje, szkółka piwowarska. Co nam się podobało? Oczywiście to, że prawie całe miasto żyło tym piwnym festiwalem. Poza tym świetny był pomysł z koncertami – wstęp darmowy z biletami BGM4. PiwoWarZone, czyli bitwa piwowarów domowych, z tego co wiem, był organizowany na szybko, ale niestety gdy dotarliśmy do Starego Klasztoru nie było gdzie usiąść. Myślę, że przy tak rozreklamowanym wydarzeniu potrzeba więcej miejsc, aby wszystkich pomieścić. Dla tych, którzy przyjechali z innych miast (i nie tylko) w sobotę było zorganizowane zwiedzanie browarów Profesja i Stu Mostów – świetny punkt programu! My zapamiętaliśmy również premierę piwa Pils Tomyski z browaru Nepomucen, polecamy spróbować.

Warto również zwrócić uwagę na jedzenie. Ci, którzy byli na BGM3 na pewno pamiętają TEN głód i TE kolejki…Wróćmy na chwilę do poprzedniej edycji BGM. Niestety wiele osób zamiast o piwach po tym finale, mówili w większości o źle zorganizowanej strefie gastro. Chociaż nie ma tego złego, co by na dobrze nie wyszło – my podczas godziny stania w kolejce po zimny bulgur zyskaliśmy nowych znajomych 🙂

Tym razem jednak organizatorzy BGM wzięli się ostro do pracy i z czwartej edycji uczynili ucztę kulinarną. Naprawdę, jeśli chodzi o jedzenie – nie mamy pytań. Już od środy specjalnych dań z BGM4 można było spróbować w Bar Barbarze, Browarze Stu Mostów, Szynkarni, czy Targowej. Polecamy przeczytać menu, na samo wspomnienie ślinka cieknie…

Wyczekany Finał Beer Geek Madness

I nadszedł w końcu ten dzień – kulminacja wszystkich wydarzeń we wspaniałych wnętrzach Zaklętych Rewirów. Po raz kolejny to miejsce zrobiło na nas wrażenie. Uwielbiamy krążyć po tych labiryntach z festiwalowym szkłem w ręku. Na spokojnie odebraliśmy swoje pakiety po godz. 17 i zaraz po 18 byliśmy pod kranami. Dla przypomnienia: 16 browarów z Polski – każdy ze swoim premierowym i topowym piwem oraz piwa z zagranicy od Stone Brewing USA, Stone Brewing Berlin i Baird Beer z odległej Japonii. To nie przypadek, że zagraniczne piwa są z tak daleka, w końcu czwarta edycja odbyła się pod hasłem Milestone. W sumie 52 piwa do degustacji! Uczestnicy imprezy w głosowaniu Beer Geek Choice wybrali Tenacious Blackberry z browaru Szałpiw – bardzo pijalny, jeżynowy sour. My też oddaliśmy swoje głosy na to piwo. Naszą uwagę zwrócił również Bimbrownik od Profesji – torfowa ipa o zapachu diesla. Czekaliśmy do 20.15 na otwarcie kranów z piwem zagranicznym. Myślę, że tworzenie się kolejki i otwieranie drzwi do innego świata z piwem z odległych zakątków ma swój urok i wyróżnia BGM na tle festiwali piwnych w Polsce. Piwa ciekawe, aczkolwiek my patriotycznie uznaliśmy, że nasze rodzime trunki jakością od nich nie odstają.

Jesteśmy!!! #beergeekmadness #beergeekmadness4 #bgm #bgm4 #piwo #beer #craftbeer #instabeer #beergeek

A photo posted by Paweł Madeja (@topbeer_pawel) on

Co do organizacji, formuła „płacisz raz, pijesz ile chcesz” oraz brak kolejek to ogromny plus. Wracając do jedzenia, na zewnątrz stały foodtracki, a w środku była druga strefa gastro. Niestety już w sam dzień finału okazało się, że dach zostanie zamknięty (z powodu wcześniejszego deszczu), a szkoda, bo pogoda sprzyjała. Tym razem bardzo przypasowała nam oferta muzyczna na scenie głównej – Funky New Orleans dali czadu!

Wspomnienia zostały bardzo dobre. Po raz kolejny była świetna atmosfera, dużo rozmów, ciekawe piwa, a tym razem i porządna wyżerka 🙂  Rewelacyjne jest to, że organizatorzy zbierają informacje z poprzednich edycji, poprawiają błędy i zawsze czymś zaskakują. Czterodniowa edycja bardzo nam się podobała! Można jeszcze pisać o wielu aspektach tego wydarzenia, bo Beer Geek Madness to również platforma dla artystów (Beer Is Art), miejsce dla brodaczy (Petit Pati), oryginalne receptury premierowych piw (piliście wcześniej piwo z landrynkami?) – ogólnie szaleństwo!  Teraz trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo organizatorzy już zapowiedzieli, że to jedyna edycja w tym roku. Ale głowa do góry, za chwilę jak grzyby po deszczu zaczną wyrastać kolejne festiwale piwne.